LaboChem
Strona Główna ˇ Doświadczenia ˇ Forum ˇ LinkiNiedziela, Kwiecień 22, 2018
Nawigacja
Strona Główna
Doświadczenia
Forum
Linki
Kontakt
Galeria
Szukaj
FAQ
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 32
Najnowszy Użytkownik: AngelOrits
Banery
stat4u Bezpieczna strona 75823363331670390232.jpeg
Nieznana choroba zabiła 50 osób!
Newsy Lekarze ze stanu Uttar Pradeś, na północy Indii, próbują zdiagnozować chorobę, która w ciągu dwóch tygodni zabiła ponad 50 osób - poinformowały władze. Nieznany wirus powoduje wysoką gorączkę, wymioty, bóle głowy, a następnie zgon.
Na tę tajemniczą chorobę w Lakhnau, stolicy stanu Uttar Pradeś, zapadło ok. 340 osób, z których co najmniej 51 zmarło. Wśród ofiar są głównie osoby starsze i dzieci - powiedział przedstawiciel miejscowych władz Manish Mishra. Dodał, że próbki krwi zostały wysłane do laboratorium w Delhi.
"Nie jesteśmy w stanie zidentyfikować tego śmiertelnego wirusa. Może to być zmutowana forma dengi lub malarii. Nie mamy jednak co do tego pewności" - powiedział główny lekarz stanu Uttar Pradeś, S.P. Ram. "Mikrobiolodzy próbują ustalić dokładną przyczynę zgonów" - dodał.
Choroba występuje przede wszystkim w zamieszkanej przez 250 tys. ludzi dzielnicy Khadra w Lakhnau. Według władz, za jej rozprzestrzenianie się odpowiadają panujący w Khadrze brud i złe warunki życia.
Jak pisze agencja AP, dzielnica ta jest pełna śmieci. Kanalizacja jest zatkana, a z ujęcia wody cieknie ciemnobrązowa ciecz, której mieszkańcy używają do gotowania i picia.
"Mieszkamy w piekle. Pijemy mętną wodę i mieszkamy w dzielnicy pełnej brudu i śmieci" - powiedziała mieszkanka Khadry, Kamla Maheshwari.
W Khadrze nie ma regularnej opieki medycznej, a lekarze przyjmują pacjentów w specjalnie stworzonym obozie.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) postawiła sobie za cel wyeliminowanie najgroźniejszych chorób zakaźnych. Dzięki programom powszechnych szczepień oraz szerokiej gamy dostępnych antybiotyków stopniowo ogranicza ilość śmiertelnych przypadków zachorowań na takie choroby jak malaria, gruźlica, czy dżuma. Sukcesem zakończyła się walka z polio i ospą prawdziwą.
Choroby zakaźne wywołujące epidemie dziesiątkujące ludzi są jednak nadal groźne . Eliminacja ich czynników etiologicznych, jest zrozumiała. Jednak, aby było możliwe rozpoznanie nowego miejsca występowania, konieczne jest posiadanie próbki, z którą można porównać wykryte drobnoustroje.
W tym celu powstały specjalne ośrodki badań nad chorobami zakaźnymi m.in. Center for Disease Control (CDC) w Stanach Zjednoczonych. Ośrodki te przechowują, w specjalnych warunkach, szczepy wszystkich znanych wirusów, bakterii i grzybów, w tym najbardziej patogennych jak np. ebola, marburg, ospa prawdziwa, dżuma i inne. W przypadku pojawienie się informacji o odkryciu nowych przypadków zachorowań, próbki przesyłane są do CDC w celu identyfikacji i podjęcia odpowiednich działań
Istnieje jednak ryzyko, wykorzystania szczepów najgroźniejszych wirusów lub bakterii w formie broni biologicznej. Wypuszczenie dużej ilości zarazków do środowiska np. rozpylenia nad milionowym miastem, może doprowadzić do śmierci ogromnej liczby osób w krótkim czasie, a rozpoznanie i podjęcie leczenia na tak wielką skalę nie będzie możliwe. Wirus ospy prawdziwej, według WHO jest całkowicie wyeliminowany, oznacza to również to, że nikt na świecie nie jest już szczepiony przeciw niej! W przypadku aktu bioterrorystycznego z jego wykorzystaniem, bylibyśmy całkowicie bezbronni.
Dlatego rządowe ośrodki takie jak CDC stosują najwyższe zabezpieczenia, aby przechowywane przez nich zarazki nigdy nie przedostały się w niewłaściwe ręce. Jednak świat ,co pewien czas, obiega informacja o odnalezieniu jakiegoś tajnego laboratorium produkującego np. laseczki wąglika, powodujące równie śmiertelną chorobę. Może się kiedyś okazać, że gdzieś w głębi rosyjskiej tajgi znajduje się rezerwuar śmiercionośnego wirusa, który może zostać wykorzystany w najmniej spodziewanym momencie, w wyniku desperackiego czynu grupy terrorystycznej albo światowego konfliktu. (www.odkrywcy.pl)

Tajemnica "Trójkąta bermudzkiego"
Newsy Trójkąt bermudzki to obszar w zachodniej części Oceanu Atlantyckiego. Obejmuje region między Miami, Bermudami a Portoryko. Niektóre źródła podają, że jego granice dochodzą aż do wybrzeża Irlandii oraz Ameryki Południowej.
W związku z licznymi zaginięciami statków i samolotów w tym rejonie, obszar ten zyskał miano Diabelskiego Trójkąta. Czy nauka podaje wytłumaczenie tej zagadki?
Tragiczne przypadki statków i samolotów, które w tajemniczy sposób zaginęły w obszarze Trójkąta Bermudzkiego odnotowuje się od XV wieku! Podczas swojej podróży do "Indii" Krzysztof Kolumb pisał o dziwnym zachowaniu statków w tym regionie. Wśród tragicznych przypadków lotniczych, kojarzonych z zagadką tego obszaru, jednym z najsłynniejszych jest szkoleniowy "Lot 19", który 3. grudnia 1945 roku zakończył się zaginięciem 14 pilotów wojskowych. Tego samego dnia zaginęło 13 kolejnych lotników, którzy wyruszyli w celu odnalezienia zaginionych kolegów.
Możliwych wytłumaczeń tych zjawisk szukać można w warunkach meteorologicznych, geograficznych oraz ...w ludzkich pomyłkach. Przypadek zaginięcia statku „Mary Celeste" w roku 1872 , który w istocie przemierzał Ocean Atlantycki, bardzo często mylono z losami statku o podobnej nazwie „Marie Celeste”. Z tym, że ten drugi pojawił się tylko w jednej z fikcyjnych powieści Artura Conan Doyle'a. Przygodowy wątek z dzieła Doyle’a stał się faktem, utożsamianym z zagadką trójkąta bermudzkiego.
Huragany, które występują w tym rejonie również zbierają swoje żniwo wśród statków i samolotów. Zaginione wraki w większości wypadków ostatecznie są odnajdywane. Niestety o tym nie mówi się już głośno. Mistyczna zagadka jest wciąż karmiona zainteresowaniem publicznym. Prądy morskie to kolejny argument mogący wyjaśnić tajemnicze zaginięcia. Prąd morski to jakby rwąca rzeka płynąca w oceanie. W niewidoczny sposób może porywać statki. W rejonie Diabelskiego Trójkąta przepływa ciepły prąd morski - Prąd Zatokowy (znany także pod nazwą Golfsztrom), który wędruje aż do wybrzeży Europy. Istnieje podejrzenie, że prąd ten może przenosić wraki statków i samolotów na odległość setek mil. Rzesze naukowców i laików próbują rozwikłać tę zagadkę. Wytłumaczenie może być jednak banalnie proste. Rejon Trójkąta Bermudzkiego jest obszarem bardzo często uczęszczanym przez samoloty i statki. Ilość wypadków jest tym samym wyższa w tym obszarze niż w stosunku do innych. Większość z nich można wytłumaczyć w racjonalny sposób. Niemniej jednak, bardzo często przekazywane są z ust do ust jako tajemnicze przypadki. Od XV stulecia, odkąd pojawiają się wzmianki o Diabelskim Trójkącie, region ten przemierzali także piraci, który porywali statki. Natomiast wiele lotniczych zaginięć można tłumaczyć działaniami wojennymi w czasie II wojny światowej. Owa „niewyjaśniona siła” najpewniej jest jak najbardziej siłą ludzką.
Ciekawa hipoteza, po części tłumacząca intrygujące przypadki zaginięć w tym rejonie, to wpływ klatratów metanu. Klatraty metanu, inaczej zwane metanowym lodem, to substancja krystaliczna zbudowana z cząsteczek wody oraz molekuł gazu - metanu. Złoża tej białej, bezwonnej substancji znajdują się na szelfach kontynentalnych, na dnie oceanów i mórz oraz w wiecznej zmarzlinie. Warunkiem ich powstania jest wystarczająca ilość wody oraz odpowiednia ilość, ciśnienie i temperatura metanu. Z lodu metanowego uwalniają się regularnie małe ilości metanu. Wędrując ku powierzchni wody, zaburzają warunki optymalne dla żeglugi. Uwalniający się w ten sposób gaz, według autora tej „gazowej” hipotezy, tworzy na poziomie morza pianę, która zaburza tor ruchu statku. Ponadto, gęstość wody maleje, tym samym statki tracą wyporność i toną. Istnieją sugestie, że opary metanu powodują także zmiany w atmosferze. Prowadzić to może do turbulencji, które mogły być powodem wypadków lotniczych w tym rejonie. Niestety, również i to nie zostało całkowicie zweryfikowane.
Autor tej tezy po paru latach od jej ogłoszenia, wycofał się z niej. Potwierdził to, co mówią dane statystyczne. Trójkąt Bermudzki jest obszarem pod żadnym względem nie odróżniającym się od innych. Doszło w nim proporcjonalnie do takiej samej liczby wypadków i zaginięć, co wszędzie indziej na świecie. Co więcej, obszar Diabelskiego Trójkąta obejmuje także tereny naziemne, gdzie również powinny mieć miejsce wypadki - samochodowe bądź lotnicze. Żadnego takiego przypadku nie odnotowano. Wydaje się zatem, że Trójkąt Bermudzki to bajka wygenerowana przez żeglarzy, a następnie nagłośniona i utrwalona przez media.(www.odkrywcy.pl)
Słońce chłodzi Ziemię!
Newsy Życie na Ziemi oraz bogactwo przyrody jest efektem obecności wody oraz światła słonecznego. Odkrycie naukowców z Imperial College w Londynie oraz Uniwersytetu w Kolorado ujawniło absolutnie niespodziewaną zależność pomiędzy aktywnością Słońca a klimatem na Ziemi – informuje NewScientist.
Aktywność Słońca, czyli zmiany zachodzące w strukturze wewnętrznej gwiazdy oraz jej atmosferze, widocznie m.in. w ilości emitowanego promieniowania, rejestrowanych wybuchach na Słońcu, sile wiatru słonecznego itp., podlega powtarzalnym, 11-letnim cyklom. W tym czasie w sposób systematyczny aktywność Słońca wzrasta, a następnie w równym tempie spada. Zjawisko to uzależnione jest od działania pola magnetycznego wokół gwiazdy.
Jaki ma to wpływ na Ziemię? Logicznie rzecz biorąc, im wyższa aktywność Słońca, czyli im więcej promieniowania słonecznego dociera do Ziemi, tym temperatura odczuwalna na jej powierzchni powinna być wyższa. Jednak wyniki szczegółowej analizy tych dwóch parametrów z lat 2004-2007 wskazują, że jest zupełnie odwrotnie!
W okresie prowadzonych badań aktywność Słońca była na niskim poziomie, natomiast na Ziemi temperatura osiągała bardzo wysokie wskazania. Coraz głośniej mówiono o globalnym ociepleniu i negatywnym wpływie działalności człowieka. Wszystko wskazuje jednak na to, że to nie tyle ludzkość, co Słońce wpłynęło na zmiany klimatyczne.
Choć okres, który poddano analizie jest niezwykle krótki, pozwala na wciągnięcie pierwszych kluczowych wniosków. Profesor Brian Hoskins, dyrektor Instytutu Zmian Klimatycznych przy Imperial College w Londynie tłumaczy: „Wiemy, że klimat ziemski ulega zmianom wywołanym przez działalność człowieka oraz siły natury. Nasza wiedza dotycząca wpływu aktywności Słońca na klimat jest coraz bogatsza i pozwoli w niedługim czasie na dokładniejsze przewidywanie takich wahań oraz odpowiednią ochronę naszej planety przed ich negatywnymi skutkami.”(wwww.odkrywcy.pl)
Im jesteś wyżej, tym szybciej się starzejesz
Newsy Naukowcy dowodzą, że życie na wyższym poziomie przyspiesza starzenie.
Einstein zauważył, że im dalej od Ziemi, tym szybciej płynie czas. Choć ta teoria, znana jako „teoria względności ”dotyczy przestrzeni kosmicznej, okazuje się, że ma ona również swoje odbicie w ludzkim życiu. Naukowcy udowodnili, że wysoko nad Ziemią czas biegnie szybciej.
Aby wykazać, że u ludzi mieszkających na najwyższych piętrach wieżowców i tych żyjących w suterenach, czas płynie w innym tempie, konieczne było użycie niezwykle precyzyjnych zegarów atomowych. Choć różnice są bardzo niewielkie, rzędu ułamków sekundy, wyniki przeprowadzonych badań są na tyle znaczące, że pracę na ten temat opublikowano na łamach prestiżowego czasopisma „Science”.
Powstające na całym świecie ekskluzywne wieżowce są symbolem prestiżu i bogactwa. Apartamenty na najwyższych piętrach należą do krezusów, ludzi żyjących na bardzo wysokim poziomie. Tu piętra drabiny społecznej pokrywają się z piętrami drapaczy chmur.
O dziwo, zgodnie z najnowszą teorią, ci, którzy żyją najwyżej, starzeją się szybciej niż klasa średnia zamieszkująca parterowe domki na przedmieściach, tzw. bungalowy. „Gdybyś mieszkał na najwyższym piętrze Empire State Building, na wysokości 380 metrów, w ciągu życia straciłbyś 104 milionowe części sekundy.” Powiedział jeden z prowadzących obliczenia James Chin-Wen Chou. Przyczyną tej różnicy czasowej jest zjawisko tzw. grawitacyjnego rozszerzania się czasu, opisane m.in. wspomnianą teorią względności Einsteina.
„Choć dla człowieka ta minimalna różnica czasu nie jest odczuwalna, może mieć ona ogromne znaczenie z perspektywy geofizyki i innych dziedzin zajmujących się obliczeniami fizycznymi.” podkreślił członek Narodowego Instytutu Standardów i Technologii w Kolorado (USA). (www.odkrywcy.pl)
:>
Wrocław Europejska Stolica Kultury - Kandydat


Proszę głosujcie aby Wrocław był stolicą kultury


Pułapki teleportacji
Newsy Stanie w wielokilometrowym korku ulicznym, podróż zatłoczonym i opóźnionym pociągiem, czy też komunikat o odwołaniu lotu na upragnione wakacje lub ważne spotkanie biznesowe to sytuacje które mogą doprowadzić nawet człowieka obdarzonego anielską cierpliwością do szewskiej pasji. A co jeśli dałoby się inaczej?
Wyobraźmy sobie, że w jednej chwili siedzimy sobie wygodnie we własnym domu, by w mgnieniu oka znaleźć się na drugim końcu świata. Bez korków, bez pociągów, statków, balonów, sterowców, rowerów i w ogóle żadnych środków transportu. Takie zjawisko, które polega na przenoszeniu obiektów z jednego miejsca w inne, bez zachowania ciągłości istnienia obiektu w przestrzeni, nazywane jest teleportacją.
Samo słowo „teleportacja” jest złożeniem greckiego tele- czyli na odległość i łacińskiego portare – nieść. Termin ten został ukuty przez amerykańskiego pisarza Charles’a Fort’a w 1931.
Na razie próby przenoszenia materii na odległość są w powijakach, w zasadzie dopiero się rodzą, ale być może już niebawem będą powszechnie wykorzystywane do produkcji ultraszybkich procesorów. Kto wie, czy kolejne wieki, a może nawet dziesięciolecia nie zrewolucjonizują również sposobu w jaki transportuje się bagaż, a nawet ludzi.
Teoretycznie, aby odtworzyć jakikolwiek przedmiot materialny, w sposób umożliwiający jego zastosowanie do podobnych działań, należy dokładnie znać plan jego budowy oraz materiały, z których został wykonany.Wiedząc, że cegła składa się z gliny kształtowanej w odpowiedniej formie, a następnie wypalanej w piecu, możemy odtworzyć proces jej produkcji. Przy wystarczającej ilości cegieł, będziemy mogli z nich wybudować dowolną architektoniczną bryłę, a przy wystarczającej znajomości chemii, będziemy mogli odtworzyć samą glinę.
Teleportacja, w ogólnym jej rozumieniu polegałaby właśnie na poznaniu dokładnej budowy jakiegoś obiektu w skali atomowej i odbudowaniu identycznej struktury w innym miejscu. Choć na razie nie dysponujemy odpowiednią technologią, to filozofowie zwrócili już uwagę na niechybne paradoksy, do jakich może dojść jeśli w przyszłości opanujemy proces teleportacji.
Jeśli bowiem stworzy się dokładną mapę rozmieszczenia wszystkich atomów w ciele człowieka i następnie odtworzy się go w innym miejscu, to cóż stoi na przeszkodzie, aby w oparciu o ten sam plan stworzyć jeszcze jedną kopię i następną i jeszcze jedną? Kto wtedy byłby prawdziwy? Ponieważ, aż do poziomu rozmieszczenia atomów wszystkie kopie byłyby takie same, to w świetle współczesnej fizyki wszyscy byliby prawdziwi.
Filozofowie zwracają również uwagę, że pod pewnym względem teleportowana osoba nie byłaby już tym samym człowiekiem. Jeśli bowiem poznanie planu wymagałoby rozłożenia człowieka na czynniki pierwsze (w jakimś ultraszybkim i bezbolesnym procesie) to już do jego odtworzenia na miejscu przeznaczenia można byłoby użyć co prawda takich samych atomów, ale o różnym pochodzeniu.
Tak rozumiana teleportacja umożliwiłaby również swoistego rodzaju podróż w czasie. Zdematerializowany człowiek, którego plan budowy byłby zdeponowany w odpowiednim miejscu mógłby poprosić o ponowne odtworzenie siebie na przykład tysiąc lat później. Nie wiadomo jednak, czy człowiek odtworzony w taki sposób miałby wystarczające poczucie ciągłości istnienia.
Do chwili obecnej fizykom udało się przeprowadzić udaną teleportację fotonów na odległość 600 metrów, ale początki zawsze bywają trudne. (www.odkrywcy.pl)

Ważne odkrycie polskich biochemików
Spektakularnego odkrycia, tłumaczącego niezrozumiałe dotąd mechanizmy związane z komórkowym łańcuchem przekazywania energii i ochroną przed wolnymi rodnikami, dokonał zespół młodych naukowców z Zakładu Biofizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Wyniki ich pracy, uznane za niezwykle znaczące dla zrozumienia procesów przekazywania energii w układach biologicznych, opublikowało jedno z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych na świecie - "Science".
Badania zespołu, kierowanego przez dra hab. Artura Osyczkę z Zakładu Biofizyki Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, dotyczą jednego z podstawowych białek zaangażowanych w procesy bioenergetyczne komórek - enzymu o nazwie cytochrom bc1 (inaczej: mitochondrialnego kompleksu III). Białko to zbudowane jest z dwóch identycznych monomerów, które razem tworzą skomplikowany układ o symetrii strukturalnej, stanowiący centralny punkt łańcucha przekazywania energii.
Dotychczas - jak informuje na swojej stronie UJ - symetria ta uniemożliwiała zrozumienie mechanizmu działania całego białka. Teraz, dzięki innowacyjnemu podejściu Polaków, sytuacja ta uległa zmianie.
Autorzy opublikowanej w "Science" pracy pt. "An electronic bus bar lies in the core of cytochrome bc1" zastosowali bowiem zupełnie inne, eksperymentalne podejście do rozwiązania problemu - wykorzystali model bakterii fotosyntetyzujących i przy użyciu technik inżynierii genetycznej skonstruowali białko fuzyjne, w którym oba monomery zostały ze sobą złączone.
Taka forma białka - jak wyjaśniają - umożliwiła im następnie przerwanie symetrii strukturalnej, dzięki czemu zdołali przetestować doświadczalnie wszystkie możliwe kombinacje potencjalnych dróg działania enzymu i przyjrzeć się poszczególnym etapom całego procesu przetwarzania energii, w który jest on zaangażowany.
Po dokładnej analizie okazało się, że podjednostki wchodzące w skład cytochromu bc1 tworzą ze sobą funkcjonalny układ, o charakterystycznym kształcie litery H. Zdaniem specjalistów wiedza ta pozwala lepiej zrozumieć sam mechanizm działania kompleksu białkowego. Naukowcy z Krakowa twierdzą, że można porównać go do modelu funkcjonowania szyny elektrycznej, będącej powszechnym składnikiem wielu urządzeń elektrycznych.
Eksperci są zgodni, że jest to spektakularne odkrycie tłumaczące ideę symetrii w kontekście wydajności energetycznej układów biologicznych i ich ochrony przed szkodliwymi wolnymi rodnikami.
Opublikowana w "Science" praca badawcza została wykonana przez zespół młodych naukowców i w całości zrealizowana w Polsce, w laboratorium UJ, jako część grantu badawczego finansowanego przez brytyjską fundację Wellcome Trust. Kierownikiem i autorem całego projektu jest dr hab. Artur Osyczka, a pierwszą autorką opublikowanej w "Science" pracy - mgr Monika Świerczek.
"Badania eksperymentalne nad tą pracą trwały 4 lata. Sama analiza wyników i napisanie pracy trwało około roku. W "Science" (i Nature), dwóch najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych na świecie sito selekcji prac jest ogromne i dlatego samo przygotowanie pracy jest również bardzo istotne." - powiedział Wirtualnej Polsce dr hab. Artur Osyczka.
"Publikacja w Science jest dla nas ogromnym sukcesem, tym bardziej, że w odniesieniu do polskich zespołów badawczych zdarza się niezwykle rzadko. Dla moich młodych współpracowników jest to również ogromy sukces. Dla pierwszej autorki - mgr Moniki Świerczek jest to jej pierwsza publikacja naukowa, która również otwiera jej przewód doktorski." (www.odkrywcy.pl)
Antylaser w rękach naukowców
Urządzenie będące "odwrotnością" lasera zamiast wzmacniać światło ma je całkowicie pochłaniać - informuje "New Scientist". Związane z tym zjawiskiem eksperymenty przeprowadzają badacze z Yale University. Oczekują oni, że wyniki ich prac będą wykorzystane m.in. w telekomunikacji.
Laser wysyła wiązkę światła dzięki wytwarzaniu kaskady fotonów, które odbijają się od lustrzanych powierzchni to w jedną, to w drugą stronę w materiale wzmacniającym światło. Po dostatecznym wzmocnieniu wiązka opuszcza materiał z jednego końca.
Zespół naukowców z Yale University zastanawiał się, co się stanie po odwróceniu tego procesu - jeśli materiał będzie absorbował, a nie emitował laserową wiązkę.
Większość laserów emituje wiązkę światła z jednego końca, ale możliwe jest także skonstruowanie lasera świecącego z obu końców. Wystarczy zastosować identyczne, półprzezroczyste warstwy odbijające światło na przeciwległych końcach kawałka emitującego światło materiału, na przykład arsenku galu.Jak obliczyli naukowcy z Yale, gdyby zamiast materiału emitującego światło zastosować substancję absorbującą, na przykład krzem, to dla odpowiedniej długości fal dwie identyczne wiązki laserowe święcące naprzeciw siebie uległyby całkowitemu wygaszeniu. O ile cienki jak papier płatek krzemu pochłania normalnie tylko 20 procent światła, to w takich warunkach światło o długości fali 945 nanometrów (bliska podczerwień) znikłoby niemal całkowicie.
Na razie taki efekt uzyskano tylko na papierze, ale eksperymenty trwają. Energia znikających wiązek powinna się dawać przekształcać w energię elektryczną, co miałoby praktyczne znaczenie na przykład dla telekomunikacji.(PAP) (www.odkrywcy.pl)
Proton mniejszy niż myślano?
Jedna z atomowych "cegiełek" budujących wszechświat, proton, okazuje się być mniejsza niż wcześniej sądzono. Dowiódł tego eksperymentalnie międzynarodowy zespół uczonych, o czym poinformowano w "Nature". Nowy wynik badania stanowi wyzwanie dla teoretyków fizyki, wymaga bowiem potwierdzenia lub wykazania błędu pomiaru.
Promień protonu jest o cztery procent mniejszy, niż dotąd uważano - wskazują nowe badania. Jeśli doniesienie uda się potwierdzić, może się ono stać wyzwaniem dla współcześnie obowiązującej teorii, stanowiącej podstawę m.in. elektrodynamiki kwantowej (opisującej oddziaływanie elektromagnetyczne, wykorzystywane w wielu urządzeniach elektronicznych).
Protony wraz z neutronami tworzą jądra atomowe pierwiastków. Na nowo promień protonu zmierzył międzynarodowy zespół 32 fizyków, kierowany przez Randolfa Pohla z niemieckiego Instytutu im. Maxa Plancka. Naukowcy ci zaczęli swe prace, aby raczej "potwierdzić wiadome", niż powodować zamieszanie w ustalonej od lat teorii. Chodzi np. o tzw. model standardowy, na którym opiera się większość współczesnej teorii fizyki. W praktyce model standardowy pozwala tłumaczyć zasadę działania telefonów, rezonansu magnetycznego, laserów itp.
Nowe badania prowadzono na atomach wodoru, stanowiących od dawna coś w rodzaju punktu odniesienia podczas pomiaru protonów. Przewaga wodoru nad innymi pierwiastkami polega na jego prostocie: atom wodoru buduje bowiem tylko jeden elektron, krążący wokół jednego protonu. Pomiar przeprowadzono w szwajcarskim Instytucie Paula Scherrera. Uzyskano w nim co najmniej 10 razy bardziej dokładną wartość długości promienia protonu, niż w podobnych, wcześniejszych eksperymentach. Dokładność uzyskano, dzięki zastąpieniu obecnego w atomie wodoru elektronu - mionem. Jest to cząstka o wiele mniejsza, ale jednocześnie ponad 200 razy cięższa niż elektron. Fakt, iż mion posiada większą niż elektron masę sprawia, że krąży o wiele bliżej jądra atomu. Owa bliskość zwiększa siłę oddziaływania mionu z protonem i pozwala na dokładniejsze pomiary.
Problemem jest jednak fakt, że miony "żyją" zaledwie ok. dwóch milionowych części sekundy. Eksperyment z ich wykorzystaniem jeszcze do niedawna nie był wykonalny z technicznego punktu widzenia.
Prof. Anthony Thomas z Uniwersytetu Adelajdy uważa ten eksperyment za "niezwykły" - czytamy w serwisie "News in Science".
"Już samo wprowadzenie mionu na elektronową orbitę jest niesamowitą historią" - zaznacza Thomas. Według niego jest jednak za wcześnie, aby stwierdzić, na ile nowy wynik pomiaru protonu wpłynie na podejście do modelu standardowego w fizyce cząsteczek. Wynik należy jeszcze potwierdzić albo dowieść jego fałszywość. Mają w tym pomóc doświadczenia, planowane na "mionowym" atomie helu. (PAP) (www.odkrywcy.pl)
Napój "ratujący prawo jazdy"
Newsy Lekarze we Włoszech przestrzegają przed coraz popularniejszym wśród młodzieży napojem, usuwającym w ciągu 20 minut skutki upojenia alkoholowego. Popularnie nazywa się go "ratującym prawo jazdy", bo po jego wypiciu alkomat nie wykrywa obecności alkoholu.
Wyprodukowany we Francji napój, masowo sprzedawany wyłącznie w klubach i dyskotekach w cenie 5 euro, reklamowany jest jako "nadzwyczajny rezultat 10 lat badań w szwajcarskim laboratorium" - podkreśla w piątek dziennik "Il Giornale".
Napój wypity pod koniec nocnej zabawy - jak zachwala producent - likwiduje skutki upicia i zapewnia dobre samopoczucie oraz trzeźwość umysłu następnego dnia. Produktu nie można kupić w sklepach czy aptekach, co od razu wzbudziło podejrzenia. Już zainteresował się nim Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA).
Według włoskich lekarzy choć nie zawiera on substancji toksycznych, to jednak jest groźną mieszanką różnego rodzaju składników, między innymi ekstraktów owoców i roślin, takich jak lukrecja, kard, melisa, cytryna, karczoch. Sztucznie "reaktywuje" on organizm po dużej dawce alkoholu.
Ale największe jego niebezpieczeństwo polega na tym, że reklamowany jako "magiczna mieszanka" zachęca młodych ludzi do picia alkoholu bez umiaru i bez obaw o wynik alkomatu - podkreślają lekarze zaniepokojeni coraz większą jego popularnością w lokalach w Mediolanie. Dlatego, podając w wątpliwość jego rzekomo czarodziejskie możliwości, apelują o rozsądek i o to, by po jego wypiciu nie siadać za kierownicą.(PAP)(www.odkrywcy.pl)
Niezniszczalna ryba
Newsy Przydenka żebrowata (Fundulus heteroclitus) może żyć w środowiskach, gdzie nie przetrwa żadna inna ryba - informuje 'New Scientist".
Większość ryb wymaga albo wody słodkiej, albo słonej. Natomiast przydenka, której ławice zamieszkują płytkie wody u wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej równie dobrze radzi sobie ze słodką wodą, jak i zawierającą 110 gramów soli w litrze, czyli zasoloną trzykrotnie bardziej niż woda morska.
Gdy woda zawiera mało tlenu, przydenka modyfikuje swoje czerwone krwinki, aby wiązały więcej tlenu. Zimą zakopuje się w mule i tam czeka na wiosnę. Może żyć w wodzie tak zanieczyszczonej dioksynami, bifenolami czy kreozotem, że zabija inne organizmy. Przydenki były pierwszymi rybami w kosmosie - w roku 1973 na amerykańskiej stacji Skylab uczyły się pływania w stanie nieważkości.
Andrew Whitehead z Louisiana state University w Baton Rouge przez trzy miesiące przetrzymywał sześć przydenek w wodzie morskiej. Następnie przeniósł je do słodkiej wody i badał genetyczne i molekularne mechanizmy ich zachowania.
Przez pierwsze 24 godziny ryby doznawały szoku osmotycznego - słodka wodą starała się napłynąć do ich organizmu i "rozcieńczyć " krew. Napływ wody do komórek mógł je rozerwać, co byłoby niebezpieczne zwłaszcza w przypadku skrzeli. Jednak po 72 godzinach przydenki czuły się świetnie, a badania nie ujawniły nieprawidłowości.
Okazało się, ze ryby radzą sobie dzięki osmolitom - substancjom wydzielanym prze komórki skrzeli. Wraz z osmolitami przydenka mogła pozbyć się nadmiaru wody. Dodatkowe działanie miały akwaporyny- białka, które łączyły się z błonami komórkowymi i wyrzucały wodę na zewnątrz. Aktywność genu dla akwaporyny -3 zwiększyła się 16-krotnie w ciągu 6 godzin. W sumie w ciągu 72 godzin włączyło się lub wyłączyło 498 genów. Dalsze badania ujawniły, że by radzić sobie z zatrutą wodą przydenki uruchamiały inne geny - w sumie około 20 procent wszystkich.(PAP) (www.odkrywcy.pl)
Strona 4 z 8 < 1 2 3 4 5 6 7 > >>
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

AngelOrits
13/02/2018 15:30
ylqchqo http://www.witteduiven-kl
edingverhuur.nl/tweedehan
ds-omega-dames-142.html http://www.mcpmotorsport.
co.uk/hermes-bag-collecti
on-2017-859.asp http://www.klfloraldesign


SylviaMeW
11/09/2017 22:49
Thank you for sharing. I found college information which provides [b]Computer Programming & Information Technology[/b] [url=asa.edu]http://www.a
sa.edu/computer-programmi
ng-info-tech.asp[/url]


RichardDosy
31/07/2017 07:33
zazppov http://www.adidasstansmit
hbronze.fr/198-stan-smith
-noir-cdiscount.php http://www.digitalspot.it
/scarpe-supra-a-palermo-9
43.php http://www.blackhorsesv.i
t/914-adidas-


metallica
05/10/2010 15:00
Witam Wszystkich :>

The_Labochem
16/04/2010 18:48
Witam

Copyright © 2010 LaboChem Team

142111 Unikalnych wizyt

PHP-Fusion v6.01.6 © 2003-2005


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie